
Biografia najzupełniej normalna ... ?
Queen'ow zeznania
Moje zdjęcia jeszcze i jeszcze...
Opole za dnia
Opole nocą listopadową 2000
Biografia najzupełniej normalna ...?
Imię i nazwisko: Tadeusz xxx
Nick: misiaQ, Klopez
Adres: ... tylko email ...
Email: misiaq@poczta.fm
Aktualne zajęcie: pracownik pewnej firmy ;)
Data urodzenia: 28 X 1971 r. (skorpion)
Sytuacja rodzinna: formalnie stanu wolnego aczkolwiek uczuciowo wiecznie w coś ubabrany, dwóch braci, jedna córka (Marta, zrodzona w listopadzie `94)
Preferencje muzyczne:
TAK: Nazareth, Lou Reed, Kraftwerk, Joe Cocker, Phil Collins,
Eric Clapton, George Gershwin, The Stranglers, Goran, Metallica,
folk, lekki jazz, muzyka poważna i całe mnóstwo ogromnie różnorodnych
dźwięków...
NIE: Eleni, disco polo (chociaż...?),
Ulubione płyty: Lou Reed "New York", Nazareth "Hair Of The Dog", Blues Duo SzSz "Blues Duo SzSz",
Eric Clapton "Pilgrim", soundtrack "Leaving Las
Vegas" John Lee Hooker "Healer"
Ulubione książki: Irving Stone "Pasja życia,
powieść o Van Goghu", Robert P Davis "Pilot",
Bruce Dickinson . "Przygody lorda Ślizgacza", Ryszard
Kapuściński "Imperium" (i wszystkie inne), Jerzy Kosiński "Malowany ptak"
Ulubione filmy: Nieśmiertelny (tylko jedynka); Blues Brothers;
Amerykańskie graffiti; Dzikość serca; Pół żartem, pół
serio; Zostawić Las Vegas; Co się wydarzyło w Madison County; Lepiej być nie może
Ulubieni aktorzy: Gene Hackman (za ideał męskości), Nicolas
Cage (za nos, dzikość w sercu oraz za pożegnanie z Vegas i
Elizabeth Shue), Harvey Kaitel (za porucznika), Jack Nicholson (za
uśmiech i Alicję), Uma Thurman (za...), Margareth Rutheford (za
miss Marple), Sandra Bullock (za...), Rene Russo (za...)
Hobby: muzyka, muzyka, muzyka; foto; video;
komputery; radio od strony mikrofonu; wegetarianizm (od wielu lat),
Princess, GG no i kobiety...
Warto żyć dla: Marty, kobiet, Przyjaciół, kobiet, muzyki,
kobiet, Queen, kobiet, śmiechu, kobiet, nowych znajomości,
kobiet,
alkoholu, kobiet, otrzymywania listów, kobiet,
koncertów Princess, kobiet, dobrej zabawy, kobiet, szukania,
kobiet, Lilo Wandersa, kobiet, Monthy Pytona, kobiet, prowadzenia nocnych w radiu audycji, kobiet, pieniędzy
no i oczywiście kobiet - najgenialniejszego pomysłu Pana B.!
Zniechęca do życia: telewizja (oprócz kanałów muzycznych: VH1, Atomic, MTV, VIVA, VIVA2), polityka, głupota, bezsilność, kac, RMF FM i kobiety.
Ulubione albumy: Innuendo, Queen II, The Works
i wszystkie pozostałe
Ulubione utwory: Spread Your Wings, Killer Queen, You Take My
Breath Away, Brighton Rock (studio) i wszystkie pozostałe
Słucham Q od: 1984 r.
Dokonania solowe: przy Rogerze nie sposób usiedzieć spokojnie (cokolwiek
to znaczy), John zawsze mnie zaskakiwał, Freddie najbardziej
wzruszał a twórczość Briana najlepiej do mnie dociera
Moje Queen`owe początki: a bo to wszystko przez moją mamę się porobiło...
W 1984 roku pracowała owa czcigodna kobieta w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Krapkowicach (tam się urodziłem i mieszkałem do osiemnastego
roku życia, to wiele tłumaczy, prawda?) w Wydziale Zbiorów Audiofonicznych. Ów cały wydział to była wówczas kanciapa nieco tylko większa od pokoju, w którym w tej chwili przebywam. Można tam było wypożyczyć płyty
analogowe, kasety magnetofonowe a nawet oryginalnie nagrane taśmy
szpulowe. Zdawało by się, prawdziwy raj dla młodego człowieka,
głodnego nowych muzycznych doznań. Niezupełnie. W bibliotece
zalegały tłoczenia przede wszystkim polskie, choć można się
było natknąć również na płyty węgierskie, bułgarskie,
czeskie czy rosyjskie (a precyzyjniej - radzieckie).
Niewiele tam było ciekawych rzeczy: trochę polskiego rocka (tego oficjalnego: Kombi, Lady Pank, Budka Suflera, Franek Kimono), węgierska Omega, Helena Vondrackova, Ałła Pugaczowa i takie tam. Jednak wśród tych krążków, pomiędzy Mazowszami,
Śląskami, Marylą Rodowicz i brrr... Eleni znalazły się dwie
czy trzy interesujące pozycje licencyjne. Jedną z nich była płyta
The best of Queen z czterema facetami na okładce. Siedzący na
szczycie sterty skrzyń ze sprzętem rozczochrany blondas nie
robił najlepszego wrażenia (badżmy szczerzy: Roger na tym
nieszczęsnym zdjęciu wygląda jak naćpany), kudłaty drągal
miał minę mającego złe zamiary portorykańczyka, koleś w
baletkach (w zespole rockowym?!?)i wielkich, czarnych okularach
wydawał się spoglądać na osobę trzymającą w ręku tą płytę
z pełną obojętności wyższością. Jedynie oparty po prawej
stronie gość w różowej koszuli wyglądał względnie
normalnie. Ale co normalny facet robił w takim towarzystwie? A
zresztą, okładka i facjaty tych przyjemniaczków nie muszą o
niczym świadczyć. Dlatego też czym prędzej zarzyciłem
radosny produkt Tonpressu na rozpędzony do niemożliwości (całe
33 i 1/3 obrotów na minutę) talerz pożyczonego gramofonu marki...
tak, tak - Bambino. Resztę możecie sobie wyobrazić. Płyty z
biblioteki były w nienajlepszym stanie, Bambino to również nie
zupełnie kosmiczna
technologia,
dodatkowo jakość dźwięku produkowana przez jego głośnik...
Kto nigdy nie słuchał na nim pocztówek dźwiękowych, ten do
końca życia nie zrozumie, co mam na myśli.
Po zapoznaniu się z treścią wkładki, mówiącą co nieco o
zespole, przedstawiającą dyskografię itp., zabrałem się do
słuchania. I co? Nic. Ani za pierwszym razem, ani za drugim, ani
za kolejnym. Posłuchałem, oddałem mamuśce. Ale potem pożyczałem
tą płytę jeszcze kilkakrotnie. I za każdym razem wzbudzała
we mnie większe zainteresowanie. Z żadną inną płytą tego
nie było. Aż w końcu doszedłem do punktu krytycznego zapragnąłem
zapoznać się z pozostałymi dokonaniami Królowej.
Ale to już zupełnie inna historia i wiąże się z zupełnie
inną kobietą...
© & ® 1999 Misiaq Ltd.