Polowanie na Freddiego

SUPER EXPRESS 12 kwietnia 1996


Poniższy tekst pochodzi z artykułu "Podglądacze bez skrupułów" autorstwa Małgorzaty Nawrockiej-Beates, zamieszczonego w Super Expresie 12 kwietnia 1996r. Tytuł "Polowanie na Freddiego" jest oryginalnym śródtytułem fragmentu przez nas zamieszczonego. Artykuł nadesłała Kinga Stefaniec. Dzięki !! Tadek.


Spokojna, stylowa dzielnica Londynu. Od jakiegoś czasu krążą plotki, że właśnie tu, w swoim domu umiera na AIDS młody (??? - TW) piosenkarz, jeden z bogów swojego pokolenia. Rzeczywiście, Freddiego Mercury wokalisty grupy Queen, od miesięcy nikt nie widział. Mówi się, że ma przed sobą parę miesięcy życia, że już prawie nie opuszcza domu.

Tymczasem w budynku po przeciwnej stronie ulicy czuwa ciemnowłosy mężczyzna. Nazywa się Jason Fraser i jest przygotowany na długie czekanie.

Wreszcie gwiazdor o zapadniętej twarzy wychodzi i kieruje się w stronę West Endu. Za nim podąża Fraser, który jest na najlepszej drodze do zdobycia niekwestionowanego tytułu brytyjskich paparazzi. Gdy w dwie godziny później Mercury opuszcza ekskluzywną restaurację, Fraser robi mu serię zdjęć, które odbiją się niesamowitym echem na całym świecie.

Po wywołaniu negatywów Fraser znalazł się bowiem twarzą w twarz z żyjącym trupem. Przez dwa tygodnie patrzył na te fotografie i zadawał sobie dwa pytania: czy ma prawo pokazać światu umierającego człowieka? I czy dla pieniędzy i sławy nie przekroczył tej niewidzialnej linii, odgradzającej łowcę sensacji od łowcy upiorów?

W końcu zdecydował się na publikację. Dziś, chociaż wciąż ma wątpliwości, czy postąpił właściwie, próbuje się usprawiedliwiać:

-To był facet, którego wielbiły miliony. Powaliła go straszna choroba, która atakuje bez względu na sławę czy bogactwo. Podziwiałem jego odwagę, kiedy zobaczyłem go na ulicy. Do szpital czy do jego ogrodu nigdy bym się nie włamał, ale gdy go fotografowałem, mogły go przecież widzieć dziesiątki ludzi - tłumaczy Fraser.

PASJONUJĄCA GRA

Te zdjęcia mogły znaleźć się w kartotece Frasera z napisem "nie do publikacji". Jednak fotoreporter uznał, że mogą one spełnić ważną rolę, i tak się stało. Zmieniało się publiczne postrzeganie chorych na AIDS. Zaczęto wyrażać dla nich współczucie, bo przecież nikt, bez względu na upodobania seksualne, nie zasługuje na to, co spotkało Freddiego.


Tyle Super Express. Podczas przepisywania tego tekstu palce aż korciły mnie, by w wielu miejscach powtrącać swoje trzy grosze. W końcu odpuściłem i zostały tylko (???) przy określeniu "młody piosenkarz".

Gdyby nie to, że sprawa jest poważna, to chyba zdechłbym ze śmiechu: paparazzi w roli niosącego kaganek ze światłem tolerancji dla chorych na AIDS !!! A tak mogę jedynie napisać, że jestem zniesmaczony. I to jedyne z cisnących mi się pod palce określeń, które nadają się do umieszczenia w fanzinie. Niemniej jednak jest w tej sprawie (tak, zdawałoby się, jednoznacznej moralnie) jedno małe 'ale'... Otóż ciekaw jestem ilu z Nas, gotowych zrobić Mr. Fraserowi ultra kuku, posiada w zbiorach Kłinowych wycinków prasowych materiały, w których powstanie był Mr. Fraser (i/lub jemu podobni) zamieszany?? Zanim zagotujecie się z wściekłości, z powodu niemierzalnej wprost bezczelności tego pana, popatrzcie sobie na takie fotki i porozmawiajcie ze swoim sumieniem.

Tadeusz 'misiaQ' Woch



© & ® 1999 Misiaq Ltd.