Co by tu napisać o pamiętnym koncercie czeskiej skupiny Maraton (poprzednia nazwa grupy Princess, funkcjonująca do pierwszych dni czerwca`98, zmiana wiązała się między innymi z pewną zmianą składu - przyp. TW)? Już taki mam charakterek, że łatwiej mi kogoś skrytykować niż pochwalić, szczególnie jeśli o "podróby" chodzi. Gdyby występ mi się nie podobał, napisałabym o tym z przyjemnością. A tu niestety - grali nieźle, a w dodatku są sympatyczni!! Żeby naśladować Queen trzeba trzymać pewien poziom. Wyobrażałam sobie kilku chłopaków, jak się wygłupiają wykręcając piruety. Nic z tych rzeczy. Na pewno dużym utrudnieniem było miejsce występu - lodowisko. Cały sprzęt ustawiony został na matach na lodzie, maratończycy musieli nieźle zmarznąć. Przed nimi cała tafla lodu, niezbyt zaludniona ogromna hala i cztery zaciekawione ludziki, czyli my. Na początku mieliśmy okazję podziwiać `Freddiego` w białej kurtce z Wembley, jak jeździ na łyżwach! Bez obaw - żadnych akrobacji, za to pełna prezentacja czeskiej flagi. Jak się dowiedzieliśmy, to właśnie on - Michal wpadł na pomysł, by zespół grał utwory Queen. Jest trochę podobny do Freddiego. Ma "przepisowe" wąsy, odpowiednią sylwetkę (ale trochę brzuszka) i niezły głos! Nawet rysuje sobie krechy pod oczami. Bardzo starał się naśladować Fredowy śpiew i gesty - ma sporo energii! Niestety, mylił słowa a nawet pomieszał zwrotki w "Too Much Love...". Na szczęście ja nie zauważyłam, bo z angielskim u mnie na bakier a poza tym byłam w lekkim szoku. Muszę tu dodać, że reszta zespołu ani trochę (fizycznie) nie przypominała oryginału. Perkusista na przykład to długowłosy brunet. Skład zespołu pięcioosobowy, bo prócz basisty jeszcze dwóch gitarzystów. Jeden z nich wydobywał z gitary niezłe solówki! Chodzi mi o to, że Brianowe zakrętasy na pewno nie są łatwe do podrobienia.
Zespół zaprezentował utwory z Wembley w pierwszym wyjściu + "Last Horizon" Briana. Tu właśnie zaskoczył mnie gitarzysta, bo w końcu by naśladować Briana trzeba mieć spore umiejętności, no nie? Poza tym Maraton gra już kilkanaście lat i to słychać. W przerwie byliśmy na zapleczu, żeby czegoś się o nich dowiedzieć. Robili wrażenie mile zaskoczonych, że na ich koncert przyszli fani Queen. Byli bardzo rozmowni, szczególnie basista, który nieźle mówi po polsku. Za to Michal wydawał się niedostępny (jak to z Freddiem bywało), ale pod koniec koncertu nawet nam pomachał, więc chyba jest w porządku.
W drugiej połowie same hity - najbardziej podobało mi się "Hammer To Fall", "Radio Ga Ga" i "We Are The Champions". Może to nasza obecność sprawiła taki przypływ energii? Byli niezwykle dobrze przygotowani - w programie było mnóstwo przebojów Queen, nawet "You Don`t Fool Me", niestety polecono im skrócić koncert. Tak więc zagrali ile mogli, po czym basista przedstawił cały zespół, a czeski `Freddie` znowu zakładał łyżwy. I tu niespodzianka - wyjechał na lód w koronie i purpurowym płaszczu! To kolejny dowód, że zespół przygotował się bardzo dokładnie nie tylko od strony muzycznej - było też co oglądać. Szkoda, że tylko nasza czwórka mogła wyrobić sobie o nich zdanie.
Irena Musioł, 1.III 98
© & ® 1999 Misiaq Ltd.