Jedna z 500

Relacja z koncert Briana dla 500 osób w Virgin Megastore, 11.06.98


Poszłyśmy w środę, 10 czerwca do Virgin Megastore, żeby sobie pooglądać płyty i wchodząc na drugie piętro zobaczyłyśmy duży plakat Bronka oraz rozłożone płyty i kasety. Podeszłyśmy i przeczytałyśmy ze zdziwieniem, że 11 czerwca odbędzie w tym sklepie się koncert promujący nową płytę Briana. Darmowe bilety do odbioru w informacji. Przeczytałyśmy też, że można wygrać gitarę podpisaną przez Briana oraz kolację z Nim!! Poleciałyśmy do informacji, ale tam kobieta powiedziała nam, ze to tylko dla 50-ciu osób, że tych biletów już nie ma a bez tego nie ma wstępu. Myślałam, że chyba ja uduszę. Kamila powiedziała, żebyśmy pojechały do QFC, bo tam może będą mieli lewe bilety albo cokolwiek. Pojechałyśmy tam, od razu spytałyśmy o te bilety ale jedna z nich powiedziała nam, że niestety wszystko już rozprowadzili. Byłam załamana. Poszłyśmy pooglądać co tam maja w sklepie. Po chwili przyszła Jacky i wyciągnęła z kieszeni dwa czerwone bilety. Wręczyła nam je mówiąc, że znalazły się jeszcze jakieś. Otwarłyśmy paszcze i spytałyśmy ile mamy płacić, a ona na to, że to za frajer. Ryknęłyśmy z radości, ona poszła a my rzuciłyśmy się sobie w objęcia, zaczęłyśmy skakać i piszczeć. Nie mogłam w to uwierzyć, tylko kazałam Kamili szczypać mnie w rękę, czy to nie sen. Potem co chwila oglądałyśmy te bilety i tylko mówiłyśmy, że nie możemy w to uwierzyć. Jechałyśmy do domu i strasznie się śmiałyśmy: chyba nam odbiło z tej radości.

Kupiłam w FCQ zdjęcie Briana i jeszcze coś na autografy, bo stwierdziłyśmy, że jak tam będzie 50 osób to pewnie coś podpisze. Kamila kupiła analogowy "Another World".

Całe w nerwach pojechałyśmy wcześniej pod sklep, żeby być przed drzwiami, ale tam już było ze 300 osób. Okazało się, że koncert jest na 500 osób. Drzwi otwarli dopiero o 2130, a było bardzo zimno. W sklepie była ustawiona mała scena, dali nam wszystkim colę. Cali w ekscytacji czekaliśmy pod sceną, oczywiście nie byliśmy pod samą sceną, bo tam byli ci, co przyszli pierwsi. Zrobiło się gorąco, wyjęłam aparat i... zaczęli wchodzić muzycy: Jamie Moses, Spike Edney, dwie kobitki od chórków, jakiś czarny perkusista i oczywiście BRIAN!! Tak się wszyscy darli (JA TEŻ!!), że nic nie słyszałam, chciałam robić zdjęcia ale tak mi się ręce trzęsły, że miałam trudności z utrzymaniem aparatu, zaczęły mi się lać łzy do oczu i trzęsłam się jak galareta - nie wierzyłam w to co się dzieje!!! O Boże, o Boże - tyle tylko wyszło mi z gardła a Kamila stała bez ruchu z otwartą buzią. Brian przywitał się i usiadł. Powiedział, że lubi być tak blisko ludzi. Zrobiłam chyba z 5 zdjęć i pomyślałam, że będę robić kilka - co piosenkę, żeby wszystkie nie były identyczne.

Zaczęli od "On My Way Up", Brian założył śmieszne okulary i powiedział, że to specjalnie na tą piosenkę - nie mogłam uwierzyć w to, że ta sławna czupryna jest ok. 4-5 metrów ode mnie. Stałam jak wryta, kiedy to śpiewał - super to wyszło. Już naprawdę z wrażenia nie pamiętam kolejności w jakiej były piosenki, ale było tam "Hammer To Fall" w wolnej wersji - super, kilka piosenek z "Back To The Light" - "Let Your Heart..." było fajne, "Tie Your Mother Down" z tym zabawnym początkiem gadanym jak z tego koncertu, który odegrałyśmy od Ewy. Wszyscy szaleli, a Brian żartował, cały czas rozmawiał z publicznością, odpowiadał na okrzyki i pytania. Mówił: jak się bawicie tam z tyłu, a wy z przodu, jak tam?, a gdy usłyszał wielki ryk, to mówił: to świetnie! Mówił o Fireplace: `Old Lady` była ostatnio w szpitalu, ale teraz czuje się już dużo lepiej i chyba będę Ją mógł użyć, po czym wyciągnął gitarę!!!!! Albo: teraz przepłuczę sobie gardło - i popija wodę. Na stoliku siedział sobie miś koala. Aha, na początku wszystkich przedstawił, a Moses mówi: chyba o kimś zapomniałeś?, na to Brian: tak? O kim, nic nie wiem i rechocze. Strasznie był miły i wydawało się tak, jakby się było na herbatce u Briana - przyjaciela, a nie na koncercie gwiazdy.

Grał też "Driven By You" i to, co było najpiękniejsze - "Why Don`t We Try Again". Jakie to piękne!!! Kiedy to się zaczęło, wszyscy zamilkli, a Brian śpiewał tak słodko i nawet te partie wysokie zaśpiewał bezbłędnie - po prostu cudownie - nie mogłam uwierzyć, że to On. Łzy lały mi się z oczu i gapiłam się jak w obraz, bałam się, że nie zapamiętam jego twarzy - dziwne. Kiedy skończył, to wszyscy tak ryknęli, że aż mnie w uszach zabolało. W ogóle, to Brian przytył, to znaczy nie na tłuszczyk tylko na mięśnie, nie jest już takim szkieletem. Coś tam na tych rękach ma. Włosy rozczochrane, ale jestem pewna - prawdziwe i nie siwe wcale. Zmarszczek wcale nie widać, w ogóle ma młodą duszę... tak się wydaje. Ubrany był w czarny t-shirt, czarne jeansy i nie wiem czy miał drewniaki, bo ludzie zasłaniali a On siedział na krześle. Miał jakieś tam łańcuszki na szyi i strasznie dużo się uśmiechał.

Co by tu jeszcze... na koniec Bronek powiedział: a to będzie ostatni kawałek i zagrał, i... no właśnie nie pamiętam co to było, chyba "Hammer To Fall" ale nie jestem pewna. Zagrał wyszedł i nie wrócił na żadne bisy - wszyscy ryczeli jak opętani ale On się nie pojawił już więcej. To było straszne. Powiedziałam, że teraz, jak już Go zobaczyłam, to może mi cegła na głowę spaść. Szkoda, że Was tu nie było, widzielibyście jak On przebierał tymi paluszkami i jak się wczuwał - po prostu jak z obrazka - jest taki jak o Nim mówią - słodki misiu.

A wiecie, co powiedział w połowie koncertu: co wy tutaj robicie, nie oglądacie Mistrzostw Świata w piłce nożnej?? Ale mi to żart...

Bernadeta Musioł



© & ® 1999 Misiaq Ltd.