Trudno w jednym, nawet bardzo długim zdaniu opisać mój stosunek do Another World Briana. Jeśliby szukać odpowiednich cytatów w twórczości Queen, najwłaściwsze byłyby słowa z I Can`t Live With You: lover turns to hater on this escalator. Wydanie albumu opóźniało się tak bardzo, że w końcu przestałam na niego czekać. Kupiłam go też zresztą dopiero w połowie czerwca, wcześniej bezskutecznie usiłując go znaleźć w różnych sklepach muzycznych niemałego przecież Wrocławia.
Bardzo chciałam, żeby mi się spodobał. Dlatego, że moim ulubieńcem od czterech lat jest właśnie Brian i dlatego, że wiem, na ile go stać. Świadoma tego, że za pierwszym razem płyta przeważnie nie znajduje w moich oczach uznania, przesłuchałam ją po raz pierwszy. Spodobał mi się tylko jeden utwór - tytułowy. Miałam nadzieję, że za drugim lub trzecim razem będzie lepiej. Nie było! Poczułam się wściekła i zawiedziona, zmieszałam Briana z błotem, odsyłając go na muzyczną emeryturę. Miałam szczery zamiar pozbyć się tej płyty (Tadek wie coś o tym, bo przyjął na siebie pierwszy impet mojej złości?) [potwierdzam, skrobnę coś o tym na końcu tej recenzji - TW]. Jednakże tego samego dnia wieczorem postanowiłam posłuchać jej jeszcze raz (już chyba dziesiąty), tym razem odrobinę głośniej, i? stał się cud. Pokochałam Another World !!! Może to Freddie pilnował z góry interesów Briana?
Na pewno nie jest to płyta tak udana jak Back To The Light, przynajmniej ja mam takie odczucie. Brak jej jakiejś ogólnej koncepcji i spójności, sprawia wrażenie zbioru przypadkowych dwunastu utworów - może dlatego, że była tak długo nagrywana. Dlatego też jest bardzo zróżnicowana - ballady, utwory ciężkie, a nawet bardzo ciężkie (Cyborg). Mnie najbardziej spodobały się wolniejsze piosenki - przecudna Why Don`t We Try Again (nie podejrzewałam Briana o taką umiejętność śpiewania wysokich partii!), Another World, One Rainy Wish (nie porównuję z oryginałem, bo nie słyszałam) i przede wszystkim Wilderness - kiedy słucham całej płyty, Wilderness zawsze odtwarzam przynajmniej dwukrotnie. Ten utwór ma niesamowitą siłę, nietypowy podkład muzyczny (klawesyn?), a przede wszystkim cudowną partię wokalną i gitarową, zaśpiewaną i zagraną przez Briana z takim uczuciem, że trudno pozostać obojętnym. Ja w każdym razie nie umiem - za każdym razem jestem głęboko poruszona. Z kolei Another World jest, zgodnie z tytułem, takie "inne" - od pozostałych utworów z płyty i od całej twórczości Briana? i jeszcze ta końcówka, oddzielona od piosenki minutą ciszy, taka prosta i piękna. Ma się wrażenie, że Brian siedzi u siebie w domu albo w jakimś pubie (może w The Sun?) i gra sam albo dla małej grupki przyjaciół (trochę jak Richard Gere w filmie Pretty Woman)? Tak spokojne i intymne zakończenie płyty, która - nie licząc króciutkiego i "kosmicznego" Space - zaczyna się ostro, bo od Business. Ciekawa jest konstrukcja tego utworu, odbiegającego od typowego schematu zwrotka - refren i podziału piosenek na ostre i łagodne. Jaka szkoda, że z powodu problemów technicznych nie można się nią było w pełni rozkoszować podczas koncertu w Stodole? China Belle zdecydowanie nie należy do moich ulubionych, a ponieważ nie lubię pisać o twórczości Briana źle, więc na tym zakończę komentarz. Oczywiście, na płycie musiał się znaleźć utwór w rodzaju On My Way Up - młodszy brat (siostra?) `39 i Let Your Heart Rule Your Head - z tak pełnym optymizmu tekstem, że aż nie pasuje to do Briana. Cieszę się, rzecz jasna, że pisze on takie słowa, ale to rzadkość. Jest to na płycie piosenka jedyna w swoim rodzaju, podobnie jak Cyborg, który - nie tylko w przenośni - zwala z nóg. Jeszcze nigdy nie słyszałam tak ostro grającego Briana, to przebija nawet Resurrection. Swoją drogą, ciekawe, czy ten drugi głos to przetworzony elektronicznie Brian, czy też ktoś inny?
The Guv`nor i Slow Down - ładne, ale mało odkrywcze. Pierwszy może się jeszcze bronić gitarą Jeffa Becka, ale jeżeli to są te fragmenty, o których myślę, to przyznam szczerze, że spodziewałam się więcej, zwłaszcza że Brian tak wychwalał jego grę. I jeszcze All The Way From Memphis - cudowna, wykopowa, koncertowa (mam nadzieję, że autentycznie!) wersja. Zresztą na koncercie wypadła wspaniale.
Na koniec słów kilka o okładce płyty i zamieszczonych w niej zdjęciach. Okładka to wręcz dzieło sztuki. Wcale nie dziwię się oddziaływaniu tego drzewa na Briana, bo jest ono niesamowite. Zresztą Brian eksploatuje ten motyw aż do bólu (np. na zasłonie oddzielającej przód i tył sceny - p. koncert). W środku przepiękne zdjęcie uśmiechniętego, trochę tajemniczego, a trochę rozmarzonego Briana, tak różne od tego zmęczonego życiem i bezlitośnie bitego po głowie przez los starszego (tak!) człowieka, który widnieje na okładce Back To The Light. No i gwiazdki, jak zawsze pełno gwiazdek (tym razem w towarzystwie planety - może to Mars, bo czerwony) (a może Merkury??? - przyp. TW; sorry, nie mogłem się powstrzymać) - Brian na każdym kroku nawiązuje do tego, że jest astronomem (chociaż zgodnie z informacją z Gazety Wyborczej z 30 września, skończył edukację w wieku lat 16 z dziesięcioma ocenami niedostatecznymi? mam nadzieję, że nikt mu o tym nie powiedział!).
Tak więc, Another World uważam za płytę więcej niż dobrą (choć pamiętam, jak krzyczałam Tadkowi do słuchawki, że Brian powinien się wstydzić takiego gniota) (padły dużo mocniejsze słowa, ale o tym sza!! TW). Często jej słucham, tym bardziej, że wciąż ma dla mnie urok nowości. Ale dzięki niej powracam też częściej do Back To The Light.
I jeszcze parę słów o koncercie, zwłaszcza że miał on miejsce tak niedawno. Było wspaniale i sądzę, że zgodzi się ze mną każdy, kto tam był. Najbardziej utkwiły mi jednak w pamięci nie wyczyny Briana, a zachowanie publiczności, szybkie odśpiewanie (z wyklaskaniem) We Will Rock You w przerwie między utworami i wreszcie chóralne Sto lat na finał. Myślę, że szczęśliwi byliśmy nie tylko my, ale także Brian i jego zespół. I to jest najważniejsze.
Joanna Dylewska
A teraz, jako się rzekło, słów kilka ode mnie. Po pierwsze, to gdy zacząłem przepisywać tę recenzję, zapuściłem sobie płytę? zgadnijcie jaką? No dobra - Another World. W tej chwili Brian gra ostatnie, fortepianowe dźwięki utworu tytułowego. No comments. A po drugie? napisałaś o koncercie tylko parę słów, ale zrobiłaś to w taki sposób, że na wspomnienie tych chwil ciary przeszły mi po plecach. Cieszę się, że tam byłem, że przez cały ten czas, od chwili rozpoczęcia stania w kolejce przed Stodołą około 1600, poprzez to wszystko, co miało miejsce wewnątrz oraz przez godziny spędzone na Dworcu Centralnym w oczekiwaniu na pociąg poczułem, że jestem wśród bliskich mi ludzi. Ludzi, którzy znów się rozproszą, wrócą z Innego Świata do szarości swoich dni mijających, trwając w oczekiwaniu na kolejną taką noc. I wiecie co? Jakoś tak smutno mi się zrobiło. Dlaczego? Ano dlatego, że ktoś pozbawił nas możliwości przeżycia paru takich nocy. Przecież żadna płyta, żaden zlot, żadne spotkanie, video, zdjęcie czy autograf nie wyzwoliło we mnie takiej masy emocji, co te dwie godziny i dwadzieścia minut koncertu. To było coś, co wywala okna i drzwi, wyrywa Cię z trampek i ciska o ścianę. I potem nic już nie jest takie same. A co czuli ludzie po koncertach Queen w pełnym składzie? Tego nie poznamy już nigdy?
No, ale obiecałem o tym, jak to z Asią i Brianem było. Pewnego dnia (chyba w czerwcu?) pracuję sobie ciężko, pot ze mnie spływa i żar z rozgrzanego STOP! To nie ta bajka. Ale w pracy wtedy byłem, to fakt historyczny. Druga zmiana, od 14:00 do 22:00. Około 15:00 dzwoni telefon. Do mnie. Okazuje się, że Asia kupiła płytę Briana i? obrzuca ją strasznym błotem. Nie będę cytował, ale możecie mi uwierzyć, iż takie słowa w ustach tak delikatnej kobiety robią silne wrażenie. Zwłaszcza, gdy zna się jej stosunek do Bronka. Nieco zgłupiałem, Asię już trochę znam, wiem, że trawki nie pali, więc o co chodzi? Dyplomatycznie nie dałem się wciągnąć w dyskusję, bąknąłem cóś wymijająco i koniec. Byłem w ciężkim szoku. Ale to wszystko nic. W jeszcze większe osłupienie wprawił mnie jej telefon jeszcze tego samego dnia, może około 21:00. I co miała wówczas do powiedzenia? Upraszczając: "płyta jest cudowna". Niestety, do dziś nie wiem, co tak naprawdę działo się z Joanną pomiędzy 15:00 a 21:00. W każdym bądź razie cieszę się, iż w końcu stanęło na zaakceptowaniu płyty Another World.
Howgh!
Tadeusz 'misiaQ' Woch
© & ® 1999 Misiaq Ltd.