24.10.97
Cześć !
W tym roku dwa tygodnie września spędziłam w Budapeszcie. Oczywiście miasto to bardzo żywo kojarzy mi się z wiadomo czym, więc tym większa była moja radość, gdy z porozlepianych wszędzie plakatów dowiedziałam się o tzw. "Laser Theater" w tutejszym planetarium, w którym to odbywają się przedstawienia świetlne do muzyki, między innymi Queen. Czym prędzej wykonałam konieczne telefony i już wkrótce byłam szczęśliwą posiadaczką biletu na "Queen Show".
Planetarium okazało się być dość małym budynkiem. Weszłam do środka i - jako że do rozpoczęcia spektaklu pozostało jeszcze trochę czasu - zaczęłam czytać program (po angielsku, na szczęście !) i obserwować zbierających się ludzi. Pozwolę sobie zacytować fragment programu, który przyprawił mnie o szybsze bicie serca: "Queen odwiedzili Węgry w 1986 roku. 'Laser Theater' zaskoczył zespół dwudziestominutowym przedstawieniem podczas przyjęcia po koncercie. Przedstawienie teraz pokazywane jest rozbudowaną wersją tamtego - 7 godzin muzyki skondensowanej w jednogodzinną esencję Queen." No, no - myślę sobie. Miło będzie wyobrazić sobie tamto przyjęcie... Tymczasem, już wspomniałam, obserwowałam sobie wchodzących ludzi, bardzo różnych: od par w średnim wieku do małolatów w koszulkach z "Made In Heaven".
Wreszcie się zaczęło. Mocne dźwięki "We Will Rock You" i naszym oczom ukazuje się wyczarowany z laserów napis "Queen". Wszyscy klaszczą. A potem godzinna jazda: muzyka i wciąż zmieniające się obrazy: od zupełnie abstrakcyjnych po twarze, gwiazdki itp. Dobór piosenek może przyprawić o lekki zawrót głowy, bo mamy tu właściwie każdą "epokę", z tym, że wszystko to co chwila się zmienia i przenika nawzajem - człowiek przyzwyczajony do "normalnego" słuchania co chwile zostaje z otwarta buzia, bo właśnie miał cos zacząć nucić, a to już zdążyło zmienić się w całkiem co innego... całość kończy się (jakże inaczej?) "Bohemian Rhapsody". Ogólnie fajna sprawa, choć muszę przyznać się do pewnej refleksji. Technika rozwija się bardzo szybko i myślę, że to przedstawienie nie robi już takiego wrażenia jak 10 lat temu. Po prostu mamy już większe widowiska (np. koncerty podczas ostatnich tras Pink Floyd czy The Rolling Stones). Niemniej jednak myślę, że warto to zobaczyć. Muzyka przecież wcale się nie zestarzała... Ciekawostka do zaliczenia dla każdego fana, który akurat zawieruszył się w Budapeszcie.
Ewcik
© & ® 1999 Misiaq Ltd.